Blattwerk cs436

 

 

 

 

 

 

 

 

[…] Blattwerk’s two torrents of strings move like a waveform, cresting and dipping in volume and intensity. The quintet features an unusual line-up—violin, viola, two cellos, and Trilla’s drums—and shifts between an indeterminate world of creaks and pops and one of nocturnal, romantic lyricism. Trilla is integrated seamlessly, matching his cymbals to scraped strings and fleet arco runs and meeting pizzicato plucks and thumped wood with rolling toms and bells. His touch is such that he never once overwhelms, instead finding subtle gaps and openings to bolster the strings.

Both tracks convey a sense of dramatic, even cinematic, development, although the feeling of journeying is most pronounced in the darkened movements of “II”. “Blattwerk” is the German word for “foliage.” What I see in my mind’s eye when I listen is not leaves rustling in the wind, but instead the shifting black mass of their shadows dancing across the ground. Evocative music, of the quality we’ve come to expect with Rodrigues and company. Dan Sorrells (The Free Jazz Collective)

Blattwerk! Opowie?? o tym, jak perkusja sta?a si? instrumentem strunowym!

Trybuna Muzyki Spontanicznej znalaz?a a? 33 powody, by z muzycznego punktu widzenia zapami?ta? rok 2017, który w wielu aspektach by? wyj?tkowo dziwny, powykr?cany i … ekstremalnie fascynuj?cy.

P?yty roku, wg ultra subiektywnego widzimisi? Pana Redaktora, widniej? na tej stronie od kilku dni. Po?ród nich jest jedna, która, jak dot?d, nie doczeka?a si? jeszcze recenzji. Czas niezw?ocznie nadrobi? t? skromn? zaleg?o??.

Przenosimy si? zatem do Lizbony, a dok?adnie do Galeria Monumental. Jest przedostatni dzie? lutego 2017 roku. Na scenie niemal klasyczny kwartet smyczkowy (zamiast drugich skrzypiec jest … druga wiolonczela) i intryguj?cy zestaw perkusjonalny. Personalnie przed nami: Harald Kimmig - skrzypce, Ernesto Rodrigues - altówka, Miguel Mira i Guilherme Rodrigues – wiolonczele oraz Vasco Trilla – perkusjonalia. Panowie zagraj? dwa improwizowane fragmenty, ??cznie 42 i pó? minuty. Dokumentacja fonograficzna koncertu zwie si? Blattwerk, a firmowana jest imionami i nazwiskami ca?ej pi?tki muzyków. CD dostarcza Creative Sources Records.

Blattwerk I. Sonorystyka nylonowych (i nie tylko) strun, wspierana szeleszcz?cymi przedmiotami z przebogatego zestawu Trilli. Rodzaj rozdygotanej filharmonii, w krytycznym stanie przedzawa?owym. Sporo zawieszonych, stoj?cych pasa?y. Cmentarne ta?ce umarlaków, w oczekiwaniu na cud zmartwychwstania. Do?wiadczamy zarówno czystych akustycznie pere? d?wi?kowych, jak i brudnych, upalonych mikrodystorcji. Vasco stawia swój werbel na sztorc ju? w 5 minucie i zach?ca kwartet do bardziej energicznych poczyna?. Jednocze?nie, nie stanowi dla niego jakiejkolwiek problemu, by generowa? na swoich cudactwach d?wi?ki charakterystyczne dla instrumentów strunowych. Ta?ma magnetyczna, smyczek, zerwane struny gitary, dr??ce talerzyki i dygocz?ce chrab?szcze. To wszystko znajdziecie w jego magicznej walizce. 7 minuta, to pierwsza ekspozycja, która nosi znamiona eskalacji. Na razie, do?? skromnej. Zwinnie i zadziornie! W improwizacji pi?tki muzyków nie brakuje, rzecz jasna, tak?e drobin kameralistycznej zadumy i minimalistycznego zatopienia emocji. W 10 minucie strunowce id? w wysoki rejestr. Niewykluczone, ?e macza w tym palce tak?e drummer. Narracja wszak?e, w ka?dym aspekcie ulega ci?g?ym zmianom. Czasami nawet, co kilkana?cie sekund. Recenzent nie ma szans na nud?. G?sta, chwilami nawet demoniczna mikstura d?wi?kowa. 13 minuta, symfonia miseczkowa Trilli. Tu? potem, na moment znów jest perkusist? i nawet … b?bni. Ko?cowe fragmenty pierwszej cz??ci pachn? reichowskim minimalizmem i b?yskotliw? urod? zaniechania. Doskona?e wybrzmiewanie, w tym gronie muzyków, jest ju? oczywist? powinno?ci?. Troch?, jak wielka orkiestra symfoniczna przed prapremier? ?wi?ta Wiosny, czynion? dla penitencjariuszy zak?adu dla nierozpoznanych jednostek chorobowych. Demony nie ?pi?!

Blattwerk II. Mozolne droczenie si? ze strunami. Przepychanki, prychania i obtarcia. Vasco si?uje si? z obr?czami swoich tomów, jakby by?y odrobin? za ciasne. Innymi s?owy – przyk?ad wielkiej sonorystyki na pi?? ?róde? d?wi?ku. Wi?cej ni? pi?kne! Tu? potem, pój?cie w galop ca?ej czeredy muzyków pachnie ju? geniuszem. Miseczki szcz??cia w u?yciu! 8 minuta, filharmoniczna zaduma w bardzo niskich rejestrach, któr? puentuje Trilla, robi?c u?ytek z werbla! Strings te? potrafi? by? armi? perkusjonaln?! Brawo! Na scenie Galerii dzieje si? tak wiele, ?e prac? doktorsk? mo?na ?mia?o pope?ni?! 12 minuta – nie pierwszy ju? dzi? taniec demonów na mokrych od zimnego potu strunach, wspierany rezonuj?c? orkiestr? Vasco. Krwawa filharmonia w rytmie Bolero! Talerze w ogniu! Droga na fina?owy szczyt pachnie zdrow? sonorystyk?, ale zdaje si? mie? wznosz?c? trajektori?, definitywnie pod gór?. Wiolonczele zupe?nie niespodziewanie sprowadzaj? nas jednak do parteru, wulgarnym tembrem swych o?owianych, ci??kich strun. Gro?na, bolesna ekspedycja. Ostatnie sekundy rozk?adaj? nas na pod?odze i wprowadzaj? w stan ?miertelnej medytacji. Cisza smakuje, jak p?yn do odmra?ania szyb. (Trybuna Muzyki Spontanicznej)