Télépathie cs452

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy. Trzy strunowce i drobny saksofon – ciekawa mieszanka. Zdaje si?, ?e na pocz?tku nagrania, to najwi?kszy ze strunowców wiedzie prym. Delikatnie prowadzi narracj?, rysuje p?tle, a pozosta?e instrumenty dopowiadaj? swoje kwestie i komentuj?. Dialogi i interakcje nie maj? ko?ca. Sopran tylko pozornie ma tu rol? separatywn?, ch?tnie bowiem wchodzi w zabawy imitacyjne i bez trudu wkleja si? w zwoje strun partnerów. G?sta, stosunkowo dynamiczna wymiana pogl?dów. Cztery p?ynne kaskady czystych akustycznie d?wi?ków. Pe?ne empatii zachowania muzyków. Ka?dy mo?e tu liczy? na ci?t?, ale i precyzyjn? ripost?. Rodzaj filharmonii dla pe?nowymiarowych szale?ców, kameralistyka na zdrowym speadzie. W ramach obszaru wyznaczonego przez czterech muzyków panuje pe?na demokracja – ?mier? liderom i wszelkim prowodyrom! Rosso lubi jazzowy walking i cz?sto z niego korzysta, Rodrigues i Mira reaguj? jak bracia syjamscy, a Brunet wchodzi pomi?dzy struny ze zwinno?ci? baletnicy. Pod koniec fragmentu, nikt nie ma tu nic przeciwko drobnej eskalacji i niezobowi?zuj?cej do niczego galopady, pe?nej wszak?e kameralistycznego uroku.

Drugi. Subtelna narracja na starcie. Cisza na gryfach, skupienie, troch? szumu na dyszach. Special kind of sonore, która nap?dza si? podskórn? intensywno?ci?, napi?t? ci?ciw? nerwu. Znów sopranista nie mo?e op?dzi? si? od komplementów. Znów sporo walkingu kontrabasowego ze strony Rosso, który dyktuje pozosta?ym strunowcom warunki gry. Konsensus jest wszak?e osi?gany w mgnieniu oka (lub ucha). Uk?ad przestrzenny jest zachowany. Kontrabas i saksofon atakuj? flankami i bywaj? nieco g?o?niejsze, altówka i wiolonczela brn? ?rodkiem i cz?st? graj? jednym d?wi?kiem. W trakcie tej cz??ci nagrania napotykamy fragment emocji, które pachn? niebanalnym free jazzem. Pod koniec nagrania, nie pierwszy krok w kierunku ciszy. Zaduma, refleksja, b?yskotliwa mikrosonorystyka czterech doskona?ych muzyków. A na fina?, istotnie last minute – wytrawne i precyzyjne crescendo! (Trybuna Muzyki Spontanicznej)

Télépathie (recorded in April) begins with a percussive strike, becoming quite active right away, and also features some real "tunes" - maybe a bit of Steve Lacy, certainly some brief middle eastern horn, contrasting with something of a web of city traffic (again). There's a sort of "cool" repose, even of contrast, with sax tunes against shifting glissandi - as well as moments of extended dodecaphony. I particularly enjoy the contrapuntal opening, which tends to contract markedly in the second track, finally into a kind of walking chase that could almost be considered traditionally jazzy (and that in turn, together with the break following the galloping end to the first track, recalls & transforms the central moment of Proletariat). Todd McComb's Jazz Thoughts